Michał Wiśniewski: Trzeba rzeczy nazywać po imieniu PokerStars jest…

Michał Wiśniewski: Trzeba rzeczy nazywać po imieniu PokerStars jest...

Na polskiej scenie pokerowej jest od kilkunastu lat. Stawia sobie za zadanie promowanie pokera i normalizację jego sytuacji w naszym kraju. Michał Wiśniewski w rozmowie z naszym portalem mówi o tym, co nie podoba mu się w polskim pokerowym środowisku i nie boi się po imieniu nazywać rzeczy, które zaszły ostatnio w pokerroomach.

Za nami World Series of Poker, śledziłeś wydarzenia w Las Vegas?

Michał Wiśniewski: Bardzo cieszę się przede wszystkim z każdego potwierdzenia faktu, że poker jest grą umiejętności. Odnoszę się tu między innymi do bardzo dobrej gry Daniela Negreanu i oczywiście kolejnej bransoletki Phila Hellmutha. Muszę jednak powiedzieć, że nie śledziłem WSOP aż tak uważnie, gdyż jest to jednak wydarzenie mające miejsce daleko od nas. Zdecydowanie większą uwagę zwróciłyby sukcesy naszych graczy, których niestety, jak wiemy, nie było.

Ale Polaków w Las Vegas pojawiło się w tym roku zdecydowanie więcej, a na arenie europejskiej sukcesy pojawiają się coraz częściej.

Michał Wiśniewski: To oczywiście bardzo cieszy, a jest to konsekwencją tego, że każdy się uczy. Ta dyscyplina rozwija się w Polsce dopiero od kilku lat. Przed dekadą rozgrywki pokerowe zaczęły nabierać w naszym kraju sensu, wtedy przeżywaliśmy największy boom. Te 10 lat było okresem wielkiego rozwoju pokera w Polsce, ale wszystko co najlepsze chyba dopiero przed nami.

Czy uważasz, że te sukcesy mogą wpłynąć na zmianę postrzegania pokera nie tylko wśród polityków, ale również wśród całego społeczeństwa? Wydaje się, że nadal królują stereotypy, które mają mało wspólnego z prawdą.

Michał Wiśniewski: To bardzo długo się nie zmieni i myślę, że szans na to, że nastąpi całkowita przemiana nie ma w najbliższej dekadzie – musi nastąpić zmiana pokoleniowa. Potrzebujemy znacznie więcej sukcesów takich, jak Dominika Pańki – wystarczy zobaczyć, ile zrobił on dla pokera. Jest symbolem, nawet jeżeli nie wszyscy wiedzą, jak się nazywa. Wiedzą jednak, że ktoś taki jest.

Czyli rozumiem, że bez zmiany pokoleniowej, zmiany w prawie również nie będą możliwe?

Michał Wiśniewski: Do tego aby zaszły zmiany w prawie potrzebne jest kilka czynników: dobra wola, determinacja i konsolidacja środowiska, a to środowisko nigdy nie było rozbite tak, jak teraz. My pokerzyści jesteśmy sami sobie winni i mówię tu też o sobie. Nie wystarczy tworzyć coraz to nowych organizacji, trzeba współpracować razem. W tym środowisku jest więcej malkontentów niż na targu w Dzierżoniowie. Każdy chce czegoś innego. Mijamy się w celach i założeniach. Jedyną szansą na fundusze, które mogłyby wpłynąć na tworzenie nowego prawa, są pieniądze od operatorów online. Ja podjąłem wszelkie starania by takie pieniądze ściągnąć, ale środowisko jest tak bardzo podzielone, że nie jest to możliwe. Dodając do tego głosy anonimowych krzykaczy, którym wydaje się, że nic nie zostało zrobione, odchodzi ochota na robienie czegokolwiek.

Wspomniałeś o pokerroomach – w nich sytuacja również jest niewesoła, wystarczy spojrzeć na ostatnie działania pokerstars wobec graczy i afiliatów.

Michał Wiśniewski: Przede wszystkim to kolejny przykład, który pokazuje brak konsolidacji całego środowiska. Nie wystarczy zamieszczać na stronach informacji o sytuacji jaka nastąpiła, trzeba taką sytuację nazwać po imieniu. To, co zrobiło pokerstars to normalna kradzież pieniędzy i złodziejstwo. Do przejęcia przez Amaya imponowali wszystkim bo trzymali się zasady: „nie mamy nic wspólnego z hazardem, jesteśmy platformą dla pokerzystów”. Biznesowo zupełnie rozumiem ich decyzję, chcą zarabiać pieniądze, ale teraz nie jest to już portal dla pokerzystów.

Bardzo podobała mi się reakcja części środowiska pokerowego, które podniosło raban gdy pokerstars wprowadziło gry hazardowe. Teraz pokerstars żeruje na popularności zdobytej na pokerze żeby wyciskać pieniądze z graczy.

Mnie chodziło o to, żeby pokera oddzielić od gier hazardowych, walczyłem o wyniesienie go z kasyn. Oczywiście, siłą rzeczy jesteśmy w tej branży skazani na to, że ten hazard będzie się przewijał. Teraz jednak odgórnie ten hazard został narzucony, ale nie spotkało się to z żadnym szczególnym protestem środowiska pokerowego.

Według mnie, niestety boimy się tej firmy jak ognia. Wszędzie gdzie mogę przyznaję, że pokerstars jest największym pokerroomem na świecie, bo trzeba oddać cesarzowi co cesarskie, ale zawsze przy tym dodaję, że pokerstars jest złodziejem.

Oczywiście, graczom może się wydawać, że afiliaci to zło konieczne natomiast to oni reprezentują to środowisko na zewnątrz. Bardzo mi przykro, że w dalszym ciągu to niewielkie polskie środowisko, które zostało i reprezentuje nas na zewnątrz, będzie reprezentować złodzieja. Nie bójmy się tego słowa – to jest złodziej, który pozbawia ludzi możliwości dalszego funkcjonowania.

Myślę, że gracze w którymś momencie zorientują się, że skoro komuś wyciągnęli kasę z kieszeni, to również oni mogą stracić swoje pieniądze. Jak się złodziej rozochoci to będzie kradł. A my to promujemy.

Z pełnym szacunkiem dla moich kolegów DaWarsawa i Górala, ale taki sprzeciw, uderzenie w stół, to powinna być pierwsza rzecz jako reprezentantów środowiska pokerowego. Przecież przez środowisko pokerowe rozumiemy nie tylko te 2% graczy, którzy grają na wysokie stawki i jeżdżą na EPT, ale też całą resztę tych grających regularnie czy rekreacyjnie. Widocznie jednak rządza pieniądza okazała się silniejsza.

Oczywiście żeby to nie wyglądało tak, że ja biję w tych kolegów, ja stwierdzam tylko fakt.

Jak z Twoją grą? Będziesz pojawiał się częściej na turniejach czy w pokerze widzisz dla siebie teraz inne funkcje?

Michał Wiśniewski: Wszyscy, którzy mnie znają wiedzą, że jestem pokerzystą okazyjnym z zamiłowania. Trudno zatem mówić o jakichś planach. Ci, którzy obserwowali mnie przez lata, przez te 20 turniejów EPT, które mogłem zagrać wiedzą, że średnio sobie z nim radzę. Moim zadaniem jest popularyzacja pokera w Polsce a nie odnoszenie spektakularnych wyników. Wykorzystuję swoje pokerowe zamiłowanie jak najczęściej. Jak otrzymuję zaproszenia to przyjeżdżam natomiast mija się z celem inwestowanie w pokera. Nie jest w moim stylu, wbrew pogłoskom, wydawanie kilku tysięcy euro na turniej jako amator bo zwyczajnie byłbym rozrzutnym idiotą.

Drugą Twoją wielką pasją jest motorsport. Planujesz jakiś większy projekt czy nadal ograniczysz się do okazjonalnych startów?

Michał Wiśniewski: Przede wszystkim jestem muzykiem i to jest moje główne poświęcenie w pracy zawodowej. Nie byłbym uczciwym wobec siebie i reszty gdybym zaproponował jakiemukolwiek kierowcy cały sezon w momencie, gdy nie jestem w stanie tego wypełnić.

Takie propozycje miałem, rozważałem je na poważnie, ale zdecydowałem, że nie będę się w stanie tego podjąć. Będę jeździł i już teraz jeżdżę możliwie jak najwięcej. Efektem tej konsekwencji jest choćby 3. miejsce z Grzegorzem Baranem na Baja Poland. Ten proces nauki postępuje choć nie jakoś rewelacyjnie, ale trzeba też pomyśleć, że nie jestem też młodym wilkiem.

Młodych, ambitnych ludzi, którzy szukają miejsca w motorsporcie jest bardzo wiele, a miejsc mało ze względów budżetowych. Oczywiście, bardzo chętnie pojechałbym jako kierowca, ale mnie zwyczajnie na to nie stać. Z przyjemnością natomiast biorę udział w rajdach możliwie jak najczęściej.

Komunikat

Poker24 to najstarszy polskojęzyczny portal o pokerze. Niestety ze względu na zmiany prawne, bieżąca działalność została zawieszona do odwołania. Dziękujemy, że byliście z nami.

Redakcja

Kontakt

Kategorie Publikacji

Archiwum

Archiwa