Robert Salaburu – Teksańczyk w pokerze

Robert Salaburu - Teksańczyk w pokerze

Robert Salaburu to dość nowa postać w pokerowym świecie. Amerykanin zdołal jednak zrobić bardzo dobre wrażenie w pokerowym świecie, głównie dzięki swojemu rinowi podczas World Series of Poker 2012. 28-latek był bliski wygrania najważniejszego turnieju świata.

Początki

Rob Salaburu urodził się 9 maja 1985 roku w San Benito w Teksasie. Przez krótki czas mieszkał też w Brownswille i Corpus Christi, a następnie wraz z rodziną osiadł w San Antonio. Można zatem powiedzieć, że z urodzenia i wychowania jest teksańczykiem.

„Gdy podróżuję, spotykam obcych i gdy pytam ich o ich pochodzenie, zazwyczaj mówią, że są Amerykanami, ale gdy spotyka się kogoś z Teksasu, on odpowiada, że jest Teksańczykiem. Ludzie pochodzący z Teksasu są dumni ze swojego pochodzenia i mieszkania w Teksasie. Ludzie są tam mili i pomocni” – mówi o swoim pochodzeniu Salaburu.

ROb odkrył pokera jeszcze w szkole średniej. Dla jego kolegów poker był po prostu jednym ze sposobów na zabicie wolnego czasu, ale Salaburu połknął bakcyla i na dobre wciągnął się w grę.

„Całkowicie mnie pochłonął. Wcześniej graliśmy we wszystkie sporty, ale gdy nauczyłem się grać w pokera i zacząłem grę online, nie mogłem się od niego oderwać” – wspomina pokerzysta.

Dążenie do osiagania dobrych wyników w pokerze było dla niego w pewnym sensie naturalne, gdyż od małego uwielbiał rywalizację i byl do niej przyzwyczajony.

„Nienawidziłem przegrywać bardziej, niż kochałem wygrywać. Zawsze byłem bardzo agresywnym graczem na boiskach. Nawet jako młody chłopiec podczas gry w piłkę, nigdy nie cofałem nogi. Chciałem być częścią każdej gry i to zostało ze mną również w pokerze” – mówi Robert.

Salaburu i jego starszy brat byli wychowywani samotnie przez ich matkę, która miała problem ze związaniem końca z końcem, ale nie pozwalała, aby problemy finansowe negatywnie wpływały na jej dzieci. Po urodzeniu Roberta, rozpoczęła pracę jako nauczycielka w szkole, dzięki czemu Robert miał zapewnioną solidną edukację.

„Nie mieliśmy wiele pieniędzy, ale nigdy nie czułem, że jest to problem. Zawsze mieliśmy co jeść i nie odczuwałem żadnych problemów finansowych. Teraz bywają miesiące, w których tracę tyle, ile moja mama zarabiała w rok. Wiedziała, jak rozciągać dolary” – przyznaje Salaburu.

W Internecie Robert grał pod nieckiem „Treadinwater” i szybko zaczął odnosić sukcesy. Od 2009 roku do Czarnego Piątku udało mu się zarobić prawie $400 tys. w turniejach MTT.

„Kiedy zaczynałem, zupełnie nie miałem poczucia wartości pieniądza, co czasami bywa zaletą graczy, ale mogłem też popaść w spore problemy. Teraz, kiedy czuję, że znalazlem właściwy balans, mogę grać nie myśląc o pieniądzach, ale mam też z tyłu głowy poczucie, że mogę zarobić ich wiele w krótkim czasie. Jeżeli chce się grając w pokera wieść życie prawdziwego hazardzisty, nie można być miękkim. Kiedy tylko zacznie się myśleć o pieniądzach, nie będzie się w stanie pociągnąć za spust wtedy, gdy będzie to najbardziej potrzebne”.

Salaburu na pytanie, czy jest pokerzystą czy hazardzistą odpowiada, że w grach hazardowych nie zawsze najważniejsze jest szczęście.

„Przede wszystkim jestem pokerzystą, ale nie ukrywam faktu, że jestem też hazardzistą. Ryzykowałem jako dziecko, a w hazardzie przede wszystkim chodzi o pewność siebie i wiarę w swoje wyniki”.

Salaburu przełożył tę filozofię na pokera i jak mówi, dziś pewność siebie pozwala mu na przetrwanie w trudnych sytuacjach.

„Zauważyłem, że wielu młodych graczy online ma problem z cierpliwością podczas gry ponieważ nie zdają sobie sprawy, że podczas gry jest czas, kiedy trzeba zdjąć nogę z gazu. Widzą A K i wchodzą all-in, ponieważ jest to standard w pokerze onlne. Ale grając na żywo nie można sobie na to pozwolić” – mówi Salaburu.

Turnieje live

Salaburu pojawił się w cyklu turniejów live w 2010 roku. Brał udział w mniejszych eventach, regularnie cashując. Po czarnym piątku musiał przerzucić się na grę live. W 2011 roku zajął kilkanaście miejsc płatnych.

Gdy jechał na World Series of Poker 2012, miał na koncie około $60 tys. wygranych w turniejach live. Cały pokerowy świat dowiedział się o nim dzięki Turniejowi Głównemu, w którym zaprezentował się genialnie, zajmując 8. miejsce. Prawie milion dolarów, zgarnięty w nim, pozwolił mu na znacznie częstszą grę w większych eventach na żywo.

Po kilku kolejnych cashach, ponownie zjawił się na WSOP, gdzie zajmowal miejsca płatne w 3 turniejach. W tegorocznym Main Evencie Salaburu zajął dość unikatowe, 666. miejsce. W międzyczasie zaliczył kilkanaście cashy, ale nie dał rady w żadnym z nich przekroczyć sześciocyfrowej kwoty.

Komunikat

Poker24 to najstarszy polskojęzyczny portal o pokerze. Niestety ze względu na zmiany prawne, bieżąca działalność została zawieszona do odwołania. Dziękujemy, że byliście z nami.

Redakcja

Kontakt

Kategorie Publikacji

Archiwum

Archiwa